TUCZNO KRAJEŃSKIE, Zwięzły zarys dziejów, na podstawie źródeł polskich i niemieckich,
opracował Bolesław Janikowski, Tuczno - grudzień 1958 r.

 Zwięzły zarys dziejów Tuczna Krajeńskiego

Początki miasteczka Tuczna giną w mrokach pogaństwa w okresie pierwszego tysiąclecia. Sądzić należy, że jest to osada bardzo stara, bo z chwilą, kiedy wspominają o niej pierwsze kroniki historyczne, miała ona grodzisko obronne, wokół którego skupiły się niezbyt liczne zabudowania mieszkańców. W owych dawnych czasach, zwła-szcza w IV-VI wieku, żywioł słowiański posuwał się coraz bardziej ze wschodu na zachód aż do ziemi braniborskiej (Brandenburgia). Ludność ówczesna wypatrywała w terenie miejsca szczególnie nadające się na zasiedlanie, a zatem dostatecznie obronne oraz obfite w zwierzynę i pożytki leśne, tudzież w ryby i ptactwo wodne.

Okolica Tuczna spełniała te warunki, a rzeźba terenu zachęcała ró-wnież do zasiedlania. Ostatnie bowiem lodowce, jakie przesunęły się przez te ziemie, pozostawiły swoisty układ terenu, nie spotykany pra-wie nigdzie na Pomorzu. Wszystkie prawie jeziora pomorskie mają kształt wydłużony z południa na północ, czyli w kierunku posuwania się lodowców. W Tucznie przeciwnie. Potężne zwały morenowe zrzuciły materiał jakby w poprzek swej drogi, tworząc dwa pasma wzgórz, bie-gnące równolegle ze wschodu na zachód. 

 Zagłębienia między tymi pasmami wypełniły się wodą i utworzyły tu trzy jeziora, połączone ze sobą strugą wody. Dookoła zaś rozciągały się ogromne przestrzenie lasów. W miejscu z natury najbardziej obronnym, a więc na wzgórzu, u stóp którego przepływa strumień, łączący drugie i trzecie jezioro, wybrano na gród obronny. Gród ten był drewniany, umocniony głębokim rowem, wałem i palisadą, a przebywał w nim sołtys wraz z drużyną obronną, pełniąc w imieniu swojego księcia władzę na powierzonym sobie terenie. Tym władcą był początkowo książę pomorski. Ówczesną naturalną granicą między Wielkopolską a Pomorzem tworzyła rzeka Noteć, trudno

dostępna, pełna mokradeł, bagien i topielisk i otoczona gęstymi lasami. Zbiera ona dopływy prawobrzeżne, spływające z pogórza pomorskiego. Cztery z tych rzek, płynące z półn. na poł. mają osobliwe i ciekawe nazwy, świadczące o jednolitym narzeczu ówczesnej ludności. Są to rzeki Dra (Drawa), Głda (Gwda), Bra (Czarna) i Bda (Brda), których pisownię spotyka się w różnych odmianach. Dwie z tych rzek: Dra - wpadająca do Noteci w okolicy Krzyża oraz Gwda - wlewająca swe wody również do Noteci na poł. od Piły, tworzą razem z Notecią jakby otwar-ty od półn. prostokąt, w obrębie którego leżą miasteczka: Człopa, Tuczno, Mirosławiec, Wałcz, itd. Ziemie te, położone w obrębie tego prostokąta nazwano w dawnych czasach Krainą, czyli ziemią, która leży u brzegu, u granic, u kraju państwa, czy księstwa.

zamek 1900 r.

Podobnie, jak na południowym wschodzie Ukraina lub w Jugosławii Kraina. Stąd właśnie pochodzi nazwa Tu-czno Krajeńskie w odróżnieniu od Tuczna leżącego koło Inowrocławia. Takie położenie Krainy stwarzało dla niej niebezpieczeństwo zainteresowań, wpływów i ciągłego zagrożenia z trzech a nawet z czterech stron. Od strony władców Pomorza, od strony Wielkopolski, czyli od północy i południa oraz jeszcze zagrożenia ze strony zach. - Niemców oraz zagrożenia Krzyżaków od półn.-wsch. Jakie były dzieje Krainy, a z nią Tuczna przed wystąpieniem

na widownię Piastów, kroniki nie podają. Natomiast od Mieszka I aż do XIV w., tj. do ostatecznego włączenia Tuczna do Polski, miasteczko to przeżywało kosz-marne czasy ciągłych niepokojów granicznych, napadów, zmian władców, wylud-nienia, spustoszenia i wszelkich innych klęsk, jakie niosły ze sobą ustawiczne wal-ki tych czasów. Jako pierwszą znaną datą historyczną Tuczna w przybliżeniu można przyjąć 994 r., kiedy B. Chrobry śmiałym wypadem przekracza Noteć i po-suwa się z wojskiem daleko na północ aż po Szczecin i Wolin. Po zajęciu Człopy i Tuczna, wyznacza swoim wojewodą władykę z Człopy, zwanego Dzierżykraj.

Nakłania go do przyjęcia chrześcijaństwa, jest jego chrzestnym ojcem i oddaje mu pod opiekę, całą połać kraju wraz z Tucznem. Po śmierci Dzierżykraja (1020) i Bolesława Chrobrego (1025), Tuczno wraca znowu pod władzę Pomorzan. Inną znaną datą jest rok 1063. Data ta zachowała się do pewnego czasu na jednej z płyt kościelnych i jest uważana za datę wprowadzenia chrześcijaństwa do Tuczna.

Z końcem XI w. W. Herman organizuje trzy wyprawy celem ponownego zdoby-cia Pomorza, ale się mu to nie udaje. Dopiero B. Krzywousty (1102-1138) podejmuje i skutecznie realizuje nowe wyprawy na północ. Śmiały władca, który stoczył w ży-ciu 47 bitew (jedną przegraną) dokończył dzieło B. Chrobrego. Zdobył nie tylko lesi-stą i bagnistą linię Noteci z jej obronnymi grodami, ale posunął się daleko na północ, zajął Szczecin, Wolin, Świnoujście z częścią ziemi nadodrzańskiej oraz wyspę Rugię. W czasie walk kraj się bardzo wyludnił, wielu zginęło, wielu przesiedlił Krzywousty na inne tereny. Dla ubezpieczenia zdobyczy umacniał grody, w których osadzał swoje załogi. Tak było w Człopie, Tucznie, a zwłaszcza obronny gród Bytom, położony na półwyspie jeziora tej samej nazwy (Betyń), zmienił w silną twierdzę, trudną do zdobycia. Zwyciężonych książąt pom. zmuszał do przyjmowania chrześcijaństwa i

słał grupy misjonarzy, z których jedna dotarła z Uszy przez Piłę, Wałcz i Tuczno do rzeki Drawy, gdzie została przyjęta przez księcia pomorskiego Wratysława. Podział państwa pomiędzy synów i chaos, jaki zapanował po śm. Krzywoustego, umożliwiły książętom pom. wypędzenie załóg polskich i całkowite opanowanie zdobyczy Krzywou-stego. Doszło wtedy do bardzo krwawych walk, a szczególnie bliżej Noteci i w następstwie tego ludność

mieszkająca między Drawą a Gwdą, nie tylko znów bardzo ucierpiała, ale i wyginęła w wielkiej liczbie, a część wyemigrowała na północ i za pozwoleniem książęcym osiadła w Człuchowie, dając początek temu osiedlu. Oczywiście i Tuczno w takich czasach musiało ucierpieć znacznie. Ostatecznie całe Pomorze odpadło spod władzy polskiej (1181) i tylko Kraina wraz z Tucznem utrzymała się jakiś czas pod wpływem Wielkopolski. Ale już w 1228 r., po krwawej bitwie pod Nakłem i klęsce Wielkopolan, reszta Krainy weszła pono-wnie pod władanie książąt pomorskich. Z tej rywalizacji między książętami polskimi i po-morskimi, korzystali Niemcy i poprzez wszelkie możliwe wpływy, starali się opanować pu-stoszejące ciągle tereny. Zadanie to ułatwiały im sprowadzane z Niemiec klasztory oraz zakon Krzyżacki, sprowadzony świeżo do Polski, z którym Niemcy nawiązywali coraz

ściślejsze współdziałanie. Wpływy te narastały przez cały wiek XIII, tak za Mieszka III, jak i za Władysława Laskonogiego, a ostatecznie nabrzmiały za Przemysława. Książę ten, spokrewniony z Mestwinem Pom., przejął po jego bezpotomnej śmierci władzę nad Pomerellą, tj. tą całą częścią Pomorza, o którą dotychczas ciągle toczyła się walka. Również pretensje do tych ziem zgłaszali margrabiowie brandenburscy (Przemysław był przez żonę spo-krewniony z nimi). Przemysław oddał im Krainę. To jednak ich nie zaspokoiło. W kilka miesięcy po koronacji Prze-mysława, mordują go skrytobójczo w 1296 r. w Rogoźnie i zagrabiają ogromne obszary Pomerelli. Pragnąc zape-wnić sobie trwałe posiadanie tych ziem, obsadzają je swoimi wasalami i lennikami. Są to rodziny: Schöningów, Liebenów, Lebentalów, Güntersbergów i wielu innych. Tuczno zaś wraz z przyległymi osiedlami otrzymuje rodzina Wedell. Wszyscy ci wasale mieli za zadanie (wg źródeł niem.) nie tylko obronę i zagospodarowanie zajętych ziem, ale utrzymanie równocześnie poczucia się Krzyżakami. Odtąd więc, Tuczno pozostanie przez około 300 lat pod władzą rodziny Wedllów, bez prawa czyjejkolwiek ingerencji.

Ówczesne, splątane stosunki polityczne, dalekie jeszcze były od jakiejś trwałej stabilizacji życia na Pomorzu. Zięć zamordowanego Przemysława, książę czeski Wacław II opanowuje na nowo Pomerellę. Ale rychło syn jego Wacław III oddaje ją w całości margrafom brandenburskim. Ci zaś odstępują te ziemie Krzyżakom w 1309 r. Z kolei Wł. Łokietek (1320-1333) stacza o te ziemie walkę z Krzyżakami i wasalami brandenburskimi ze zmiennym szczęściem. Syn jego, Kazimierz Wielki (1333-1370) kontynuuje walki i dopiero w 1364 r. włącza ostatecznie do Polski ziemie Krainy, łącznie z Czaplinkiem, Mirosławcem, Drawskiem, Tucznem, Człopą i Wałczem.

Wasalskie rodziny niemieckie, w tym i rodzinę Wedllów, pozostawia w ich posiadłościach, natomiast opusto-szałe miasta i grody oraz osiedla włącza do dóbr i posiadłości królewskich i obsadza je swoją administracją, sta-rostami i kasztelanami. Ziemie te pozostają i przetrwają przy Polsce aż do pierwszego rozbioru, tzn. do 1772 r. W następstwie uregulowania stosunków politycznych, Wedllowie z Tuczna zostali zwolnieni przez margrafów bran-denburskich od składania przysięgi wasala - 1374 r.

Rodzina Wedllów

Rodzina Wedllów miała dwie linie. Jedna z nich była w Tucznie, a druga objęła Mirosławiec. Otrzymawszy ziemie spustoszone i wyludnione, Wedllowie szybko zakrzątnęli się około zorganizowania swych posiadłości.

W Tucznie - na miejsce drewnianego, zniszczonego grodu, budują zamek murowany, zrazu skromny, później coraz bardziej okazały. Odpowiednio go umacniają oraz obsadzają własną dru-żyną obronną. Na opustoszałe tereny sprowadzają znaczne ilości osadników niemieckich i zgodnie z ówczesnym zwyczajem, zatrzymują kilka najbliższych zamku osiedli pod własnym i bezpośrednim zarządem. Resztę majątków bądź sprzedają, bądź też wydzierżawiają, osadzając tam swoich zwolenników i wasali, a często wprost swoich krewnych. Do Tuczna należało wówczas 21 miej-scowości, a mianowicie, według nazw dawnych: Brunikowo, Bytom, Chwarstnica, Drzeworzewo,

herb Wedlów z mapy Lubinusa

Dzikowo, Jeziorki, Lubiesz, Marcinkowe, Marta, Mielęcin, Nakielno, Pielawka, Prusinowo, Rusinowo, Rutwica, Rzeczyca, Sindermater (dziś nie istnieje), Strączno, Strzelno, Tuczno, Zdbowo.

W celu ustalenia jednolitych praw i obowiązków wobec osób zamieszkujących na ich terenach, wydają Wedllowie własny kodeks wasalny. Wiele innych rodów pańskich przyjęło ten kodeks, jako wzór organizacyjny we własnych dobrach. Był on tak opracowany, że stwarzał absolutną władzę zamku nad wszystkimi i w wielu wypadkach różnił się od postanowień i praw, obowiązujących w dobrach królewskich. W dobrach królewskich dola chłopów była wiele lżejsza niż w majątkach prywatnych. Nawet w stosunku do mieszczan, kodeks był opracowany tak elastycznie, że dawał zamkowi prawo traktowania mieszkańca miasta na równi z chłopem, czyli jako prywatną własność pańską. 

wg spisu szlachty wielkopolskiej z XIX w.

Sytuacja chłopów według kodeksu Wedllów

Przypatrzmy się, jak wyglądała sytuacja chłopów na tle wymienionego kodeksu Wedllow. Chłopi byli w tzw. półniewoli, czynszowi i szarwarkowi. Pierwsi z nich mieli bardzo mało gruntu i byli zwolnieni od wielu świadczeń i obowiązków służebnych. Czynszowi opłacali wyższe czynsze w gotówce a mniej świadczeń szarwarkowych. Na-tomiast trzecia grupa przeciwnie, miała niższe opłaty w gotówce, ale więcej obowiązków szarwarkowych. W każdej wsi sprawa ta była zróżnicowana według pańskiej woli i wszędzie wywoływała niezadowolenie i wrogi wzajemny stosunek chłopów mniej i więcej uprzywilejowanych. Czynszowi płacili rocznie 34 tymfów (1 tymf = 1/5 talara), a szarwarkowi 24 tymfów. Na ziemiach lepszych, pierwsi płacili 60 a drudzy 34 tymfów. Furmanki do podróży i prze-wozów - dla pierwszych do 6 mil, dla drugich trzy większe przewozy -16 do 24 mil, zależnie od potrzeby, do Koło-brzegu, Poznania, Szczecina, Gdańska, Bydgoszczy i innych. W czasie żniw mieli chłopi oddać 12 dni roboczych, czynszowi z 1, a szarwarkowi z 2 podręcznymi ludźmi. Jedna i druga grupa chłopów miała inne jeszcze, jednako-we obowiązki a mianowicie:

  • Pierwsze trzy dni tygodnia były to dni służebne. W te dni chłopi byli do wyłącznej dyspozycji pańskiej

  • Zobowiązani byli opłacać podatek, tzw. stróżowe lub podwórzowe

  • Mieli odprowadzać do zamku odsypy żyta

  • Oddać jedną tuczoną gęś, 3 kury i 1 mendel jaj

  • Dostarczyć jeden bunt przędzy lnianej i jeden konopnej

  • Opłacić podatek, tzw. "rogowy" od każdej posiadanej kozy, owcy i krowy

  • Oddawać dziesięcinę miodu

  • Myć i strzyc owce pańskie

  • Dowozić drewno do zamku, na folwark, do cegielni, do wszelkiego rodzaju budowy

  • Stawać do nagonki w czasie polowania

  • Współuczestniczyć w czynnościach połowu ryb

Niektóre osiedla miały ponad to specjalne obowiązki dostarczania na zamek 2 kóp ryb, uprawę łąk i itp. W dni służebne chłopi otrzymywali w obiad 1/8 kwarty wódki i funt chleba.

Wymienione świadczenie nie wyczerpywały jeszcze obowiązków poddanych pańskich. Zobowiązani oni byli ponadto do wielu innych prac dodatkowych, jak: pomoc w czasie pożaru we wsi czy w lesie, w czasie powodzi lub zagrożenia tam wodnych, w razie groźby wojny lub zagrożenia granicy oraz w razie zatargów zbrojnych, jakie panowie prowadzili ustawicznie między sobą, mieli się stawić na miejscu zbiórki z kosą w ręku, dalej mieli udzielać pomocy w łapaniu zbrodniarzy i uciekinierów, pracować przy wyrabianiu kamieni młyńskich i itp. Wszystko oczy-wiście bezpłatnie. Dlatego też, kto tylko mógł, dokładał starań by wykupić się

młyn zamkowy

i uzyskać tytuł chłopa wolnego, ogrodnika - wolnego, komornika wolnego. Ta grupa nie ponosiła tak bardzo uciążliwych obowiązków i była używana do specjalnych posług. Niektórzy mieszkańcy wsi byli do pewnego stopnia uprzywilejowani. Do nich należeli młynarz, mleczarz, kowal i owczarz. Wszystkich zaś mieszkańców wsi obowiązywały jeszcze specjalne przepisy dotyczące życia rodzinnego, małżeństw, przesiedlenia itp. O wszystkim ostatecznie decydowała wola pańska. 

Tuczno w chwili objęcia go przez Wedllów

W chwili obejmowania przez Wedllów posiadłości, Tuczno przedstawiało się jako bardzo licha miejscowość i przypominało ono jako większą wieś. Wszystkie budynki były z drewna, kryte słomą lub trzciną jeziorową i taki stan trwał przez wieki. Budynki były ciasno zabudowane i były usytuowane obok grodu lub na podgrodziu. Lud-ność żyła częściowo z rolnictwa i rybołówstwa. Musiało jednak tu być dużo rzemieślników, skoro już były w Tu-cznie 4 cechy. Źródła jednak nie podają, jakie to były cechy. Miasto było położone na samym trakcie, prowa-dzącym znad Noteci na północ do Bałtyku, zapewne stanowiło dla kupców punkt postojowy, a z miejscowej lud-ności nie jeden zapewne mieszkaniec trudnił się handlem. Pierwszym oficjalnym dokumentem, stwierdzającym,

 że Tuczno było już wówczas miasteczkiem, jest akt sprzedaży ziemi przez Wedllów. Transakcja ta zo-stała zawarta w 1306 r., a dokument rejestracyjny w aktach grodzkich Wałcza dopiero w 1604 r. Podaje on, że Wedell, dziedzic na Tucznie („Dominus haereditalis in Tuctz"), sprzedaje mieszczaninowi w Tucznie (urzę-dnikowi miasta Tuczna) Krzysztofowi Boltenowi („fa-moso viro Christophero Bolten famulo nostro civi in Tuetz”) majątek Strzelno o pow. 7 Hufen za cenę 60 Marek Finkelaugen (ówczesna moneta pomorska).

Drugi z kolei dokument nosi datę 24 II 1351 r., mocą którego bracia Ludwik i Dambrecht Wedllowie nadają miastu prawo magdeburskie. Dokument ten jest sporządzony w języku niemieckim (Plattdeutsch). Dokumentem tym przyznają równocześnie miastu obszar 175 Hufen, względnie łanów na własność, przy czym podano nazwy jezior i strumieni, które weszły w obręb przyznanych obszarów oraz określono bliżej położenie lasu, przydzielone-go do tego miasta. Istniejącym czterem cechom przyznano prawo magdeburskie i tym cechom, które w przyszło-ści mogą powstać. Zatwierdzono prawo do polowania na przydzielonych obszarach, ustalono prawo wybierania własnego burmistrza i członków magistratu z tym, że wybory musiały być zatwierdzone przez zamek. Sekretarz magistratu otrzymał obowiązek nauczania dzieci w skromnej szkółce miejskiej. Dokument został podpisany przez wymienionych nadawców prawa oraz przez świadków: Henryka i Jana v. Wedell, sekretarza Mikołaja i wasalów Henryka Wolfsbeutla, Henryka i Reinekego Woltersdorpów oraz Abla Runge; a ze strony radnych podpisali: Piotr Woocke, Claus Dessen, Heine Marquart, Pribemow, Jan Schreder i Piotr Hagedom oraz kilku pomniejszych mie-szczan. (dokument ten, jak i archiwum rodziny Wedllów-Tuczyńskich i zamku Tuczno znajduje się, wg zapodań niemieckich, w Königl. Klosterkammer zu Hannower).(plan zamku)



widok na miasto 1958 r.



zamek 1961 r.

ruiny zamku w 1958 r.
(ze zbioru p. Biranowskiej-Kurtz)

Jeżeli chodzi o inne źródła archiwalne dotyczące Tuczna, to chyba niezbyt wiele ich dziś pozostało. Część z nich, zwłaszcza dotycząca spraw kościelnych, znajdowała się w archiwum Archidiecezji Poznańskiej, ponieważ terytorium Tuczna należało do Poznania. Innym źródłem archiwalnym były akta miasta Wałcza (sta-rostwa, grodu i sądu). Część z tych akt jeszcze przed pierwszą wojną światową została wywieziona do archiwum państwowego w Gdańsku, a część do tajnego archiwum państwowego w Berlinie, reszta pozostała w Wałczu.

 Te ostatnie zostały częściowo spalone w czasie pożaru, jaki ogarnął Wałcz w połowie XIX w., a ocalałe akta złożono po tym pożarze w kaplicy kolegium pojezuickiego w Wałczu. Niestety i te akta w 1945 r. znalazły się w stanie opłakanym, porozrzucane, porozrywane i podeptane, bezmyślnie poniszczone. Z powyższych powodów trzeba się posiłkować zachowanymi dotychczas publikacjami, głównie niemieckimi, nieraz wątpliwej wartości, ze względu na tendencyjność. W świetle tych źródeł można odtworzyć fragmentarycznie dalsze dzieje Tuczna oraz atmosferę ówczesnego życia na tle rodzinnej Kroniki Wedllów. 

Wedlowie-Tuczyńscy

Różni to byli ludzie. Hardzi i dumni, zawzięci i uparci, szanowani rycerze i zacni starostowie, godni zaufania obywatele i budzący postrach gwałtownicy, mordercy, truciciele, gorliwi katolicy i wrogowie Kościoła, obrońcy kraju i zdrajcy. Ponieważ zaś, wg obowiązujących wówczas zasad i praw w rodach niemieckich, córki dziedziczyły na równi z synami i miały takie same, jak mężczyźni prawa, występują i kobiety o swoistych charakterach. Dwie były znane linie Wedlów a to panów Tuczna i panów Mirosławca. Obie linie były silnie zespolone drogą małżeństw. Linia mirosławska wygasła około 100 lat wcześniej od Wedlów-Tuczyńskich (około 1600 r.). Obie linie posiadały odgałęzienia. W 1377 r. podaje Kronika Fryderyka Wedla jako właściciela Uszy. Sulic Wedel w Tucznie występuje w 1378 r. jako pośrednik między księciem szczecińskim a Czarkowskim, właścicielem Człopy i innych majątków. Równocześnie, w tym samym czasie, tego samego roku, Janusz Wedel obejmuję Człopę w zastaw.

mapa wojskowa 1921

Wedlowie zasadniczo stali po stronie Krzyżaków do tego stopnia, że Krzyżacy mogli określać Tuczno, jako "dobre na-sze miasto”. Czasy zmieniają się. Już w 1374 r. zostają We-dlowie zwolnieni od składania przysięgi wasalnej wobec swo-ich dawnych mocodawców, a to daje im swobodę wyboru polityki. Janusz Wedel organizuje wyprawę w głąb Pomorza, ale w drodze powrotnej utracił całą zdobycz. W 1409 roku wpadają Krzyżacy do Krainy i zapędzają się aż do Tuczna, które już wtedy było otoczone mocną palisadą i głębokimi rowami obronnymi. Wtedy Jan Wedel rozbija ich w okolicy Tuczna a następnie pod Mirosławcem.

   Ten sam Jan staje zdecydowanie po stronie polskiej w czasie bitwy pod Grunwaldem w 1410 r. Wyróżnia się nawet dzielnością i za to, po bitwie, został obwołany jako "gladifer posnaniensis” co w wolnym tłumaczeniu można określić jako „miecz poznański”. Tuczno wtedy należało do województwa poznańskiego. Król Jagiełło, na-gradzając go za dzielność, mianuje go swoim starostą w Wałczu. Jeden z jego następców (może syn) Jan Wedel II piastuje godność starosty w Wałczu od 1442-1460 r., a równocześnie w 1454 r. przejmuje miasto Wałcz na własność, jako zastaw na okres przejściowy. Krzyżacy, mimo złamania ich potęgi pod Grunwaldem, stale napada-ją na ziemie polskie. W roku 1458 1 1460 nagłym napadem opanowują Wałcz i zmuszają starostę Wedla do ucie-czki z miasta. W 1470 roku figurują jako właściciele Tuczna Marek i Dawid Wedlowie - przypuszczalnie syn i wnuk starosty Jana Wedla. Obaj zapisali się w kronice władców Tuczna jako rozbójnicy, którzy urządzali częste napady na drogach, niszcząc i zabierając cudzy dobytek. W tym czasie nastąpił silny rozdźwięk między rodzinami Wedlów w Tucznie i Mirosławcu. Oto ciotka owego "gladifera” Jana Wedla - Anna, wyszła za mąż za Sulisza Wedla w Mi-rosławcu. Nie wiadomo, z jakich przyczyn zostaje ona otruta przez męża w 1470 r.

Stosunki między Tucznem a Mirosławcem psują się coraz bardziej. Od 1504 r. daje się zauważyć wyraźny po­dział linii. Maciej Wedel, który w tym czasie był panem Tuczna, pozostawał w długich i gwałtownych sporach z bratem swoim Jakubem, panem Mirosławca. Chodziło o jakieś majątki. Ten Maciej, który dożył podobno długiego żywota, ożenił się z córką kasztelana z Rogoźna - Katarzyną Damborską i dał początek linii Wedlów-Tuczyńskich, którego nazwiska rodzina zaczęła używać coraz częściej. Mimo nieporozumień, jakie dzieliły braci, Maciej wystę-puje jako pośrednik między Jakubem a niejakim Janem Górą. Ten ostatni, jako archidiakon diecezji poznańskiej został delegowany przez biskupa do Wałcza w 1513 r. na pierwszą w tym czasie znaną nam kongregację deka-nalną. W drodze powrotnej z Wałcza, został on napadnięty przez Jakuba oraz doszczętnie obrabowany.

Maciej pozostawił trzech synów: Stanisława, Krzysztofa i Jana. Pierwsi dwaj wzięli za żony Polki. Wszyscy synowie Macieja uczęszczali do szkół w Niemczech w Witembergu. Przejęli się tam reformami Lutra i powrócili do kraju jako gorliwi luteranie. Kronika z 1535 r. notuje, że w Wałczu Łukasz Górka - starosta, wspólnie z mieszkań-cami oraz wymienionymi trzema braćmi Tuczyńskimi napadł na kościół. Zdemolował ołtarze, usunął proboszcza i wprowadził w ten sposób luteranizm. Natomiast inna wersja podaje, że bracia Tuczyńscy dokonali tego czynu sami w Tucznie w 1554 r., a w Wałczu tylko współuczestniczyli w wymienionym napadzie na kościół. W napadzie na kościół w Wałczu brali udział członkowie rodziny Golców, zawzięci luteranie. Jest to bardzo możliwe i prawdo-podobne.

W 1560 r. rodzina Reczów osiada w Miłogoszczy, a inny wasal Tuczyńskich, Hepht obejmuje w dzierżawę Dzikowo za cenę 2000 guldenów (tenutarius modo obligatorie). W 1570 r. rozpoczyna się, kilka dziesiątków lat trwający spór między Tuczyńskimi a miastem Wałcz o las koło Nakielna (silva Klossovo). W 1597 r. występuje w tym procesie Małgorzata Tuczyńska. W 1601 r. instygator składa nową skargę przeciwko Wałczowi.

W 1601 r. prokurator składa nową skargę przeciwko Wałczowi. W 1603 r. - spór znów się zaognia, ponieważ dzierżawca Nakielna wpuścił do lasu swoje owce w ilości 723 sztuk. Wreszcie w 1605 r., Małgorzata wycina i wy-wozi drzewo ze spornego lasu. Z różnych fragmentarycznych zapisków można się zorientować, że las bezspornie należał do Tuczyńskich. Jednakże miasto Wałcz rościło sobie do niego pretensje. Jeszcze gorsze spory niż w są-dzie, toczyły się krwawe walki między stronami w samym lesie lub na przyległych polach Nakielna. Słusznie mógł kronikarz zamknąć te opisy uwagą, że tylko ostatni świadek, dąb tysiącletni, stojący do niedawna w lesie blisko linii kolejowej Wałcz -Tuczno, mógłby opowiedzieć, ilu ludzi poległo z obu stron w walce o sporny las Kłosowo. (Ubocznie można wspomnieć, że przed wojną obok tego dębu był przystanek kolejowy - zwany „Dąb Tysiąclecia”.

Wojna religijna w Tucznie

Wspomniany wyżej Stanisław, miał trzech synów: Andrzeja, Piotra i Krzysztofa. Krzysztof miał dwoje dzieci: Stanisława i Małgorzatę. Krzysztof po objęciu dziedzictwa w 1593 r. rozpoczął walkę z protestantyzmem, którą prowadził przez 11 lat, aż do zwycięstwa. Wskutek wczesnej śmierci matki, Krzysztof wychowywał się u kre-wnych, przywiązanych silnie do wiary rzymskokatolickiej. Wychowanie to wpłynęło zdecydowanie na późniejsze decyzje Krzysztofa. A była to natura niesłychanie bujna, gwałtowna i porywcza, zdolna i zdecydowana na wszy-stko. Wynika to z pewnych aktów grodzkich. Na przykład w sporze z niejakim Śmielowskim z Prusinowa, mimo interwencji króla, postępował, jak sam uważał za słuszne i stosowne. Dalej, jako inicjator i sprawca moralny śmierci szlachcica Gronowskiego, który został zamordowany w 1602 r. Ze skargi z roku 1615 wynika, że swego poddanego z Prusinowa trzymał bezprawnie w więzieniu przez długie miesiące w najgorszych warunkach. Albo też w 1617 r.,  kiedy w sporze z niejakim Waldowskim, został zabity w budynku sądu Manteuffel z Kalisza.

Ten właśnie Krzysztof, wydał w Tucznie walkę luteranom. Jako dziedzic Tuczna miał prawo narzucenia religii, a ponadto sprawował w swych dobrach najwyższą władzę sądową. Mieszczanie jednak stanęli solidarnie prze-ciwko niemu, na czele z burmistrzem. Wtedy Krzysztof poszedł krótką drogą - kazał pościnać głowy burmistrzowi i Jerzemu Urlichowl oraz radnemu Szymonowi Hanczke. Wszyscy mieszkańcy miasta, którzy podlegali Krzysztofowi, musieli wrócić na łono Kościoła Rzymskokatolickiego. Kto nie chciał ulec, był bezapelacyjnie wyrzucany z miasta bez względu na posiadany dobytek. Charakterystycznym jest fakt, że w tym samym czasie dziedziczką części Tuczna była Dorota Tuczyńska, zagorzała zwolenniczka i obrończyni luteranizmu. Do jej części miasta schroniła się część luteranów, reszta uciekła do Brandenburgii. Proboszcz Tuczna wytykał Dorocie nie tylko niemoralne prowadzenie się ale i przeszkadzanie wiernym brania udziału w nabożeństwach.

Siedem lat po egzekucji, synowie obydwu ściętych wnieśli skargę do sądu w Wałczu. Oczywiście bezskute-cznie. Podobnie też niektórzy mieszkańcy Tuczna wnieśli skargi do sądu o zwrot zniszczonego i zrabowanego do-bytku w czasie wojny religijnej, ale skargi wszelkie były daremne. Jedna z takich skarg wniesiona do sądu grodz-kiego w Wałczu przez mieszczanina Krzysztofa Wilde, który był kuśnierzem, daje charakterystyczny obraz owych czasów. Mieszczanin ten został zaskoczony widocznie gwałtowną napaścią domu i stracił on wszystko, ponieważ jego dom uległ konfiskacie, on zaś sam ratował się później ucieczką na zachód (1603 r.). W skardze swej podaje, że stracił przyzwoity dom oraz pole. Wymienia także następujące przedmioty, które zostały mu zrabowane: 137 talarów w gotówce, 14 łóżek, 26 kołder, 14 poduszek pod głowę, 13 innych poduszek, 200 błamów skór, 300 skór zelandzkich obok 300 innych, wielką ilość płótna, ubrań, płaszczy, koców itd.; ponadto 1 srebrny łańcuch o wa-dze 6 łutów (łut, jednostka ciężaru używana przez kupców i mincerzy europejskich od średniowiecza do 2 połowy XIX wieku i pocz. XX wieku. W Królestwie Polskim łut wynosił 12,66 gr.). Zrabowano również 7 srebrnych szpilek, 7 srebrnych guzików, 1 lichtarz mosiężny, 1 nóż obłożony kością słoniową, 8 kociołków, 6 cynkowych rondli, 18 cynkowych mis, 2 rondle mosiężne, czapki z aksamitu, czapki futrzane itd. Do tego dobrze wypełniona spiżarnia i spichlerz, w tym, np. 15 połci słoniny itd. Ponadto oblicza swemu panu Tuczyńskiemu bezprawnie mu zabrane 8 talarów „gdy pan obejmował kościół", 40 talarów zaprowiantowania, które jak wszystkim wiadomo, wyłożył w czasie przetrzymywania go w magistracie, a z czego zwrócono mu z łaski tylko 4 talary, koszty na utrzymanie dziczyzny, a mianowicie jeleni, wreszcie 30 talarów jako wynagrodzenie rzemieślnicze, którego do chwili prześla-dowania nie otrzymał, za prace wyświadczone panu, z powodu posiadania domu w Tucznie. "To wszystko, co wyżej wymienione, pragnę potwierdzić przysięgą oraz poświadczyć, że jest to zgodne z prawdą, że mi mój mają-tek przez wyżej wymienionego pana został zrabowany i zabrany". Skarga ta nie odniosła najmniejszego skutku.

Krzysztof zdawał sobie sprawę, że już jedno pokolenie wyrosło w atmosferze luteranizmu. Dlatego dla przy-spieszenia procesu powrotu poddanych swych na łono Kościoła Kat., sprowadza do Tuczna Zakon 00 Jezuitów i buduje w tym celu specjalny dom murowany w pobliżu zamku i kościoła w 1610 r. Budynek ten przetrwał do now-szych czasów i uległ spalaniu wraz z zamkiem w 1945 r. (budynek stał jeszcze w latach 70. XX w. - przypis au-tora strony). W 1618 roku Jezuici tworzą filię w Wałczu, która z czasem rozrasta się w wielką placówkę wraz z Kolegium, do którego uczęszczało 200 uczniów.

Trzeba tu zwrócić uwagę, że wszystko to działo się w czasach dla Tuczna wyjątkowo ciężkich. Oto w 1581 r. wybuchł pożar, który pochłonął nie tylko gęsto zabudowane drewniane miasteczko, ale ofiarą ognia padł również zamek i kościół. Wszystko spłonęło doszczętnie. W 1624 r. zaraza szalejąca w Tucznie zabrała prawie 500 mie-szkańców z tego miasteczka. Wszystkich razem w Tucznie zostało około połowy dawnej liczby. W następnym 1625 r. wybuchła nowa wojna szwedzka pod wodzą Gustawa Adolfa. Wobec niebezpieczeństwa, król zarządza mobilizację i powołuje do wojska na punkt zborny do Środy. Mieli się również stawić i Wedlowie-Tuczyńscy ze swoimi drużynami. Tak się widocznie nie stało, skoro jeden Wedel-Tuczyński robi donos do króla, że inny Wedel zlekceważył sobie rozkazy królewskie i nie stawił się w Środzie.

Uzupełnienie: Mieli Wedlowie - Tuczyńscy ciągle jakieś zatargi, jak zresztą i inni magnaci owych czasów. W poł. XVI w. mieszczanie z Tuczna byli na stopie wojennej z mieszkańcami majątku Strzelno gdzie rezydowali krewni Tuczyńskich. Obie ro-dziny wiodły o coś zawzięty spór, a do tego sporu wciągnięto mieszkańców Tuczna. Ostatecznie zapadł zaoczny, wyrok prze-ciwko dziedzicom Tuczna (quia procosulem cum tota commnnicete de oppido Tuczno in villam Strameberg miserunt) - ponieważ burmistrza z całym mieszczaństwem z miasta Tuczna, na dom w Strzelnie nasłali. Oczywiście wyrok taki nie miał żadnych skutków.

W tym samym czasie miasto Tuczno zostało pociągnięte do odpowiedzialności za zapis wystawiony przez Macieja Wedla na sumę 50 florenów (floren, złota moneta o wadze około 3,54 g. nosząca na stemplu wyobrażenie lilii, bita od 1252 we Florencji, w XIV w. naśladowana w wielu krajach europejskich, również w Polsce), do której zgłosiła pretensję Agnieszka Kleist, wdowa po zmarłym Kuno Goltz’u.

W 1631 r. wybucha nowa zaraza w Wałczu oraz bliższych i dalszych okolicach, co mogło się odbić w pobliskim Tucznie. Katastrofalnie na niedolę ludzką, zima 1632 roku obfitowała w niespotykane w tych stronach silne mrozy oraz ogromne opady śnieżne.

Mimo obowiązującego prawa magdeburskiego i zdawałoby się pewnym przywilejom, jakie przysługiwały mie-szczanom, właściciele Tuczna poczynali zawsze sobie według swej woli. Niektóre miasteczka dziedziczne, jak Człopa,  Tuczno, Mirosławiec, podlegały podziałom w ten sposób, że przy podziałach spadkowych dzielono nie tylko majątki, ale na równi z nimi i miasta. Zwykle dzielono je na połowę, ale w Tucznie dochodziło do skrajnych podziałów na cztery części (quarta sors), a nawet na pięć (quinta sors). W Tucznie taki podział opierał się na prawie dziedzicznym z 1536 r. i z 1541 r. W 1601 r. zostało Tuczno tylko rozpołowione, w dwa lata później już jest mowa o jednej czwartej, a w 1612 r. o jednej piątej części. W 1616 r. następuje nowy przydział mieszkań-ców z jednej cząstki miasta do drugiej, a w 1631 r., zupełny podział na dwie niezależne od siebie jednostki ad-ministracyjne. Takie również charakterystyczne odliczenie nastąpiło w 1634 r., kiedy to któryś z Tuczyńskich przekazuje  niejakiemu Maniewskiemu część miasta i mieszczan; cum uxoribus, liiberis, pecoribus, pecudibus ac tota suppellectile domestica - czyli zupełnie podobnie, jak chłopów szarwarkowych wraz z żonami i całym doby-tkiem.

Takie podziały miasta wywoływały ferment wśród mieszkańców. Ich panowie kłócili się między sobą, a to z kolei powodowało roznamiętnienie wśród poszczególnych grup mieszczan. To samo działo się i na szerszym tere-nie, w majątkach i powodowało gwałty jednej grupy w stosunku do drugiej. Winni, pociągnięci do odpowiedzial-ności tłumaczyli się, że czynili to na zlecenie swoich panów.

Rok 1640 był dla Tuczna znów pełen grozy. Po pierwszym okropnym pożarze w 1581 r., który obrócił miasto w popiół, spłonęła znów przeszło połowa miasta wraz z kościołem. Ocalał natomiast zamek, odbudowany po pier­wszym pożarze i umocniony.

Wspomniany powyżej Joachim Wedell, należał do jakiejś bocznej linii Wedllów. Przeciwko niemu to wystąpił prokurator ze skargą za przyłączenie się do wojsk szwedzkich i za zdradę króla. Tenże Joachim natknął się raz na drodze na stryja swego Krzysztofa (być może z Tuczna; nie wiadomo, co tam między nimi zaszło). Skończyło się to spotkanie dotkliwie dla Joachima, który został przez swego stryja tęgo pobity. Stryj zaś wytłumaczył się pó-źniej z tego incydentu tym, że Joachim, jako zdrajca, stoi poza prawem. W innym czasie spotykamy Joachima znów na drodze w towarzystwie Fryderyka Borka. Obydwaj oni napadli na pewnego kapitana armii duńskiej na-zwiskiem Korneliusz Falke, który odbywał podróż aż do Gdańska. Jego to wciągnęli w zasadzkę i w okrutny i be-stialski sposób zamordowali. Przypuszczalnie chodziło tu o cele rabunkowe. Wdowa po zamordowanym wniosła skargę przeciwko nim do sądu w Wałczu przez pełnomocnika. Proces toczył się przez 4 lata i ostatecznie doszło między stronami do pojednania.

W poł. XVII w. spotykamy się ze skargą niejakiego Weidenbacha, który skarży wdowę po Andrzeju Tuczyń-skim o zwrot sumy 15 tys. florenów, które jej pożyczył za pokwitowaniem w czasie, kiedy Tuczno było zupełnie zniszczone i wygłodzone przez swoich i obcych, w czasie wojen szwedzkich.

Zajazd na Blankenburga

Kroniki również notują zajazd, jaki został zorganizowany około 1600 r., przez kilka rodzin pańskich przeciwko Henrykowi Blankenburgowi. W zajeździe tym brały udział nawet kobiety, a to wdowa Dorota Wedell z Mirosławca oraz młoda Elżbieta Wedell-Tuczyńska (Blankenburg tak się dał wszystkim we znaki, jako złośliwy, nieobliczalny warchoł, tak deptał bezkarnie wszelkie prawa, urządzał burdy, napadał, niszczył, rabował, że wreszcie grupa pa-nów postanowiła z nim skończyć i dosięgnąć go na jego zamku. Każdy z uczestników zajazdu przysłał swoje od-działy i całość oddano pod komendę wasala Wedllów, Anklama z Bronikowa. W zajeździe użyto nawet armat i przeprowadzono atak ściśle według ustalonych już wówczas reguł zajazdów; od uderzenia na mury, aż do zrabo-wania wszystkiego łącznie z piwnicami. Miarą końcowego wyniku tego zajazdu, były straty wyliczone w następu-jący sposób w zapasach – 15 000 talarów, w klejnotach 20 000 florenów, zniszczenia ścian posiekanych z zew-nątrz i wewnątrz kulami 4 600 florenów, 23 łóżek 1000 florenów, strata zapasów broni 1 000 florenów, a wreszcie strata nieocenionej wartości dokumentów, przywilej ów, rękopisów i książek na sumę 200 tys. fl., co wszystko razem zamyka się sumą 300 tysięcy talarów.

Rodzina Wedlów mirosławskich pozostała do końca protestancką i z końcem XVI wieku wygasa. Wspomniany Jakub miał synów Jana i Jerzego. Ten ostatni został zamordowany przez swego stryja Mikołaja Wedla. Przedo-statnim z tej linii był inny Jerzy, który pozostawił 3 synów i 8 córek. Synowie ci zmarli bezpotomnie, a wszystkie córki powychodziły za mąż. Blankenburg, mąż najstarszej z córek, objął dziedzictwo Mirosławca, a stało się to w ostatnim dziesiątku XVI wieku. 

Uzupełnienie: Był to ten sam Blankenburg, na którego wykonano zajazd. Z powodu licznych przestępstw, jakie na nim ciążyły, musiał prosić instygatora (prokuratora) o pozwolenie objęcia spadku. Pozwolenie takie otrzymał. Znany jest on również z tego, że mając nieograniczone nad swymi poddanymi władzę, zarządził w Mirosławcu, na własną rękę spalenie pewnej kobiety, posądzonej o czary. (Mulierem cremendam dedit et de viva mortuam fecie). W tym wypadku poczynał sobie, jak Jerzy Wedel, ojciec jego żony, który zwykł był mawiać: "W moich dobrach mirosławskich, ja jestem królem i panem nad moimi poddanymi i mogę im rozkazywać, co mi się podoba i rządzić nimi wg własnej woli." 

Linia Wedlów-Tuczyńskich

Linia Tuczyńskich przetrwała jeszcze ponad sto lat. Wymieniony Krzysztof - Restitutor Ecclesiae, był ożenio­ny z Anną Firley, córką wojewody krakowskiego, z wysokiego rodu polskiego i pozostawił syna Stanisława i córkę Małgorzatę, która później była żoną Zaremby z Kalinowa i odtąd jest zwana w aktach, jako Zarembina. Stanisław nie doszedł do dziedzictwa Tuczna. Natomiast brat Krzysztofa Stanisław, miał trzech synów: Andrzeja, Piotra i Krzysztofa. Po śmierci stryja Krzysztofa, główne dziedzictwo Tuczna przechodzi na Andrzeja. A z kolei syn jego, a może nawet i wnuk jego, również Andrzej, był ostatnim w prostej linii męskim potomkiem rodziny Wedell –Tuczyńskich. Zmarł bezpotomnie między 1717-1720 r. W ciągu lat następnych wymierają Wedlowie z bocznych odgałęzień i nazwisko te wygasa zupełnie w powiecie Wałcz.

Po śmierci Andrzeja, całe dziedzictwo Tuczna przechodzi na siostrę jego Mariannę za cenę 8 004 824 guldenów polskich. Marianna była żoną Mycielskiego. Po śmierci męża wyszła drugi raz za mąż za Radońskiego, prawa do spadku dziedziczą po niej tylko dzieci z pierwszego małżeństwa.

 Przy tym nastąpi podział całego dziedzictwa Tuczna, a mianowicie w 1731 r., jeszcze za życia Marianny, nastąpił podział majątku między jej synów. W roku 1745 po śmierci Marianny dokonano po raz drugi podziału majątku, i kiedy to dwaj jej zięciowie, Skoraszewski i Poniński podzielili między siebie drugą połowę dziedzictwa. Tak więc powstały trzy klucze: w Marcinkowie – Mycielscy, w Tucznie Ponińscy i w Nakielnie - Skoraszewscy. Na przełomie XVIII i XIX wieku, po rozbiorach Polski, dobra te przeszły w ręce niemieckie.

Uzupełnienie: 1780 von Schmidt, 1783 von Moszenski, 1788 Pani von Usedom (von Zacha), 1790 Rada sądownicza von Zacha, 1790 Graf Schmettau, 1801 Księżna von Lichnowska, urodzona von Hartmann do 1833, 1833-1836 wdowa Pani Kaufmann Braune, 1836-1844 von Gersdorff,1844-1862 Graf Suminski, 1862-1896 Graf Stollberg Werfrode, 1896-1906 Izba klasztorna w Hannoverze, 1906-1945 pruski Forstfiskus.

Wymieniona Marianna Mycielska-Radońska wydaje 18 sierpnia 1723 roku nowy przywilej dla Tuczna, którego 1 paragraf określa: ponieważ Tuczno jest położone przy najdalszych granicach państwa polskiego i otoczone jest obcymi granicami, zabrania się kaznodziejom protestanckim występować bądź jawnie, bądź po kryjomu i w ogóle Kościołowi Rzymskokatolickiemu w niczym się przeciwstawiać nie wolno. W dalszym ciągu ustalone są grunty przynależna do miasta. Dalej następuje zezwolenie na urządzenie rocznie 6 jarmarków, przeprowadzanie wolnych wyborów burmistrza, wyborów radnych, jednak za aprobatą dziedziców. W końcu w wymienione są opłaty, jakie winny być uiszczane w zamku, jak 600 tymfów (tymf, tynf - potoczna nazwa pierwszych polskich srebrnych złotówek, które bite masowo 1663-1667 przez Andrzeja Tymfa, dzierżawcę mennic koronnych, zawierały znacznie mniej srebra niż wynikało to z wartości nominalnej; monety te pozostawały w obiegu do 2 połowy w XVIII).

Za pozwolenie na urządzenie browarnictwa i gorzelni płacono 600 tymfów, przy równoczesnym czynszu rocznym w wysokości 400 guldenów, dalej opłaty na utrzymanie dragonów, dziesięciny, opłaty kupieckie i inne.

Równocześnie Żydzi otrzymali pewne przywileje 5 VII 1731 r. Od chwili, kiedy im wolno było osiąść w Tucznie, mieszkali tu na kontrakcie. Przywilej zabrania im mieszkań w rynku, wydziela im natomiast osobną ulicę, specjalnie dla nich opróżnioną i gdzie pod karą byli zobowiązani utrzymać porządek. Ponadto otrzymali pozwolenie na wykonywanie niektórych rzemiosł zarobkowych i prowadzenie muzyki dla celów rozrywkowych.

Świadczenia, jakie Żydzi ponosili w Wałczu były następujące: ponoszenie we własnym zakresie kosztów swe-go kultu. Staroście płacono 130 guldenów czynszu gruntowego, 50 tymfów podatku czopowego (czopowe - w dawnej Polsce podatek akcyzowy pobierany od piwa, miodu i wódki; nazwa pochodzi od czopa, którym zatykano beczki) np. za warzenie miodu dla miasta, dostarczanie dla dobra Kościoła katolickiego pewnej ilości pieprzu, imbiru, rodzynek, cukru, szafranu i goździków. Byli uprawnieni do kupna niektórych towarów po cenach, specjal-nie dla nich ustalonych. Poza Wałczem inne miasta skupiały nieraz znaczne ilości elementu żydowskiego. Specjal-nie dużo było ich w Mirosławcu i Czaplinku, gdzie dochodziło do groźnych zaburzeń antyżydowskich. W Wałczu musieli Żydzi opłacać dla uczącej się młodzieży pewne daniny, które miało ich chronić od napaści ze strony tej młodzieży.

Żydzi w Tucznie byli zapewne przynależni organizacyjnie do Mirosławca, gdzie mieściła się obok synagogi macierzysta gmina z Berlina, utrzymująca szkołę 4 klasową.

Klęski w Tucznie

I znów należy zanotować upartą zarazę, która ogarnęła powiat wałecki w 1707 r. i dopiero po trzech latach wygasłą. Zapewne dotarła ona i do Tuczna, porywając nowe ofiary mieszczan. W 1734 r. miasto jest świadkiem przemarszu wojsk saskich, które zdążały pod Gdańsk dla poparcia wojsk rosyjskich. Rok 1741 upamiętnił się no-wym pożarem, który zniszczył doszczętnie całe miasto. Była to już trzecia, tego rodzaju klęska, powtarzająca się prawie co 100 lat. Wśród zgliszcz i popiołów (ocalały tylko budowle murowane, tj. zamek, kościół i dom Jezuitów. Wracające jakby cyklicznie klęski, doprowadziły to miasto do zupełnego upadku. Jak to świadczą bezpośrednie wrażenia świadka naocznego, gdy nastąpił pierwszy rozbiór Polski w 1772 r. i kiedy to Tuczno dostało się pod pa-nowanie pruskie. Oto jaki był stan miasteczka. Zasklepione samo w sobie, przedstawiało obraz bliski zupełnej ruiny. Mimo stosunkowo znacznego zaopatrzenia w grunty i dotacje, przypominało zaledwie wieś średniej wielko-ści. Wg katastru (kataster, urzędowy opis gruntów i budynków, zawierający m.in. dane o właścicielu, o powierz-chni gruntu, urodzajności gleby, dochodowości; sporządzany w celach podatkowych. Na ziemiach polskich pierw-szy kataster wprowadzono w 1785 r. w Galicji. Kataster dawniej oznaczał także podatek nałożony na nierucho-mości) posiadało wówczas Tuczno 74 włók oraz 7-mio włókowy las (łan, włóka  – od 16,7 do 25,8 ha). Szcze-gólnie bogato był wywianowany kościół, mając w całości 10 włók, z czego 4 kościelne, 1 szpitalna i 5 należących do probostwa (a z tego 4 były wolne od czynszu). Położone nad Jez. Tuczno, a należące do zamku, mieszczą się młyn, kaszarnia, słodownia i tartak. Z drugiej strony zamku, za potokiem leży folwark.

Tuczno w XVIII i XIX wieku

Na zabudowania Tuczna w I poł. XVIII wieku składa się 137 byle jak pobudowanych domów, w których mieszka razem 561 os., w tym 104 Żydów. Ludność żyje tylko z roli, zajmując się także gorzelnic-twem, warzeniem piwa i niektórymi rzemiosłami. Nadzór policyjny na-leży do Magistratu, który wybiera i mianuje zamek. Dziedzice zamku mają również władzę sądową i patronat nad kościołem. Miasto po-siada kilka punktów przeciwpożarowych.

W 1781 r. burmistrz pobierał rocznie 60 tal.  wynagro-dzenia. Do 1804 ludność wzrosła do 865 osób (w tym 241 Żydów), by w następnych 35 latach osiągnąć cyfrę do 1149 osób (w tym 81 Żydów). Wg spisu ludności w 1875 ilość wynosiła 1264, w 1895 r. 2122 osób, wreszcie w 1900 r. 2113 osób, z czego 1519 kat., 540 ewang. i 54 Żydów. W 1834 r. zostało Tuczno nawiedzone po raz czwarty klęską pożaru. Strawił on znowu całe miasto, stopiły się dzwony kościelne (5 sztuk) i straciło życie 32 osoby. Ocalał tylko sam kościół oraz zamek.

Działało tutaj jakby prawo cykliczności, bo znów po 111 latach, tj. w 1945 r. pożar spalił centrum miasta i zamek (tym razem podpalili Rosjanie).

W 1812 r. następuje przez powiat Wałcz przemarsz armii gen. Davoust. W 1831 r. wielkie spustoszenie czyni cholera, i od niej nie ustrzegło się również Tuczno. W 1868 r. nastąpiło otwarcie linii kolejowej z Piły do Wałcza, a dopiero w 20 lat później została linia ta przedłużona przez Tuczno do Kalisza. Średnie położenie Tuczna jest 85-95 m nad poziomem morza.
<<<<<